
Pudelek ma swój sposób na znane osoby. Pisałam już o cyklu, jaki niemal każda z “gwiazdek” przechodzi. Na początku jest zauroczenie, potem wychwalanie pod niebiosa, następnie kilka kąśliwych uwag i już pełna otwarta krytyka. Śmiem przypuszczać, że Ani Przybylskiej uda się ten końcowy etap znacznie skrócić, a nawet ominąć. Po powrocie do kraju artykułom na temat jej urody, talentu i stylu nie było końca. Teraz następuje okres, gdy powinny pojawiać się jakieś jadowite uwagi. Jednak Ania (a raczej jej mąż Jarek Bieniuk) są sprytniejsi. Niedługo znowu wyjeżdżają z kraju. Pojawią się artykuły na ten temat, ale po tygodniu sprawa ucichnie. Aż do kolejnego powrotu …